Monika i jej niezwykłe fotografie

Kategoria: Inspiracje Opublikowano: środa, 11, kwiecień 2018 Justyna Zimny-Frużyńska Drukuj E-mail

Pani Moniko patrząc na zdjęcia, które Pani wykonuje mogę śmiało napisać, że ma Pani talent. Jednak robienie zdjęć i bycie w pewnym sensie artystą na polskim rynku nie jest prostą sprawą. Oprócz dobrego portfolio trzeba mieć wiele determinacji i pasji.

O tym czy z fotografii można się utrzymać opowie moja kolejna bohaterka Monika Jakieła z Mandala Studio.

Pani Moniko czy się Pani zajmuje?
Głównie zajmuje się szeroko pojętą fotografią i retuszem, obok których stoi grafika i projektowanie. Jakiś czas temu dość mocno wkręciłam się także w filmowanie i montaż. Można powiedzieć, że to świetne rozszerzenie tematu fotografii – dużo bardziej wymagające technicznie, ale także bardzo satysfakcjonujące.

Czy zajęcie się akurat branżą fotograficzną to świadomy wybór czy kwestia przypadku?
Zdecydowanie był to świadomy wybór – fotografia towarzyszy mi już ponad czternaście lat. Na początku, wiadomo, była to bardziej zabawa i poznawanie możliwości, jakie dawała zwykła cyfrówka. Kiedy jednak udało mi się zarobić na bardziej profesjonalny sprzęt – wiedziałam, że tak po prostu tego nie zostawię. Nie byłam jeszcze świadoma, co z tym zrobię, ale jednak cały czas to ze mną było. I tak po kilku latach uczenia się wszystkiego metodą prób i błędów trafiłam w końcu do Krakowskich Szkół Artystycznych. Praca w studiu, masa nowych możliwości, świetni ludzie - to wszystko sprawiło, że stał się to w pełni świadomy wybór. Wiedziałam, że chce się tym zająć na pełen etat, ale na własnych zasadach. Idea firmy musiała jeszcze dojrzeć, chciałam popracować w innych miejscach, poszukać. Z działalnością wiąże się pewna stabilność, z którą póki co nie jest mi po drodze ;) Planowałam, szukałam, zmieniałam… aż w końcu rzuciłam wszystko inne i Mandala stała się rzeczywistością.

Na jakim sprzęcie Pani obecnie pracuje? Czy zakup profesjonalnego aparatu to duży koszt?
Od dwóch lat pracuję na sprzęcie Canona – 5D Mark III oraz D80, oczywiście z zestawami obiektywów i lamp. Profesjonalny aparat z podstawowym osprzętem to wydatek rzędu kilkunastu - kilkudziesięciu tysięcy. Są to dość duże kwoty, ale oczywiście za tym stoi świetna jakość i możliwości pracy. Jednak mamy takie czasy, że wybór jest naprawdę duży i da się kupić fajną lustrzankę z obiektywem za kilka tysięcy. Wszystko zależy też od tego, do czego ma służyć. Chociaż nie da się ukryć, ze jednak fotografia to dość droga sprawa, co przekłada się także na ceny profesjonalnych usług.

Czy ma Pani własne studio fotograficzne?
Nie, jeśli mówimy o typowym studiu czynnym od 8 do 16, w którym można zrobić sobie zdjęcie do dokumentów czy wywołać odbitki. Nigdy takiego nie chciałam i raczej w przyszłości także takie nie powstanie. Chyba, że mówimy o studiu w bardziej metaforycznym znaczeniu – tu już można dyskutować ;) Mam kilka profesjonalnych lamp studyjnych, z którymi często jeżdżę na sesję do klientów. Wtedy studiem staje się dom fotografowanych ludzi. Okno, kanapa, kawałek sypialni czy poddasze zmieniają się w najpiękniejsze tła i rekwizyty. Bezpieczeństwo i spokój, jaki czują ludzie w swoich czterech ścianach jest najpiękniejszym dodatkiem, a elementy codziennego życia idealnie zamykają kompozycję. Czasem nawet lampy nie są potrzebne, bo zaburzyłyby cały naturalny spokój i lekko magiczną otoczkę miejsca, domu, rodziny. Raz na jakiś czas zdarzy się, że faktycznie robię sesję, do której dobrze wyposażone studio jest niezbędne – wtedy po prostu wynajmuję takie na kilka godzin i działamy. Takie jedno miejsce, studio, nie miałoby także racji bytu przez zasięg moje pracy – głównie działam w Małopolsce i na Podkarpaciu, ale coraz więcej jeżdżę po Polce i taka mobilność to zdecydowanie najlepsza opcja pracy.

Czy specjalizuje się Pani w konkretnym stylu fotograficznym? Czy ma Pani ulubiona tematykę?
Raczej staram się odrzucić pojęcie jakiegokolwiek konkretnego stylu w tym, co robię. Nie narzucam sobie żadnych ram ani fotografowania ani obróbki– działam tak, żeby czuć się dobrze z tym, co wychodzi z pod mojej ręki. Bo o to w tym chodzi, żeby robić to tak, jak się czuje. Wtedy to ma sens i tego staram się trzymać. Możliwe, że moje fotografie są w jakiś sposób do siebie podobne – jednak to bardziej kwestia mojej estetyki. Konkretny styl to domena wielkich artystów, których prace poznać można bez zerknięcia na podpis. Co do tematyki – w pierwszej chwili pewnie odpowiedziałabym, że człowiek to temat numer jeden, ale po chwili namysłu zdecydowanie muszę dodać do niego architekturę. I jedno i drugie bardzo mnie ciekawi i niekiedy spędzam godziny nad fotografowaniem jednej osoby/budynku. Choć, z człowiekiem jest odrobinę łatwiej, bo w ciągu chwili może zmienić swoje oblicze o 180 stopni i pokazać się z zupełnie innej strony. Architektura sama w sobie pozostaje niezmienna – to światło może się zmienić, fotograf może podejść z innej strony, popatrzyć pod odmiennym kontem, ale mury latami pozostaną w jednym miejscu.

Nie dawno otrzymała Pani roczne stypendium Ministra Kultury – proszę koniecznie tym się pochwalić.
Póki co nie ma jeszcze czym– koniec roku pokaże czy będzie znajdzie się coś do chwalenia! Ale faktycznie, z pomocą Joanny Sarneckiej z fundacji „Walizka” zaplanowałam projekt fotograficzny, który okazał się na tyle dobry, że otrzymałam stypendium na jego realizację. Będzie opowiadał o architekturze Polski – trzy obiekty z każdego województwa: zabytek, budynek postawiony po 2000 roku i budynek mieszkalny. Czeka mnie wycieczka objazdowa po naszym kraju i wybór najciekawszych obiektów. Na ich podstawie postaram się stworzyć charakterystykę stylu architektury różnych regionów. Obrazy wywołam w szlachetnej technice gumy chromianowej, która jest bardzo wymagająca i pracochłonna. Cały przebieg jazdy, szukania i robienia odbitek będzie można śledzić na blogu i stronie na facebooku. Jeszcze nie zdążyłam ich zrobić, ale myślę, że od połowy lutego, jak już faktycznie zacznie „się dziać” ruszę z publikacjami. Na pewno sporo informacji na ten temat będzie się pojawiało na stronie Mandali, tak więc zachęcam do śledzenia ;)

Czy był taki moment, kiedy poczuła Pani, że kariera nabiera rozpędu?
Nie, zdecydowanie nie poczułam jeszcze żadnej kariery ani rozpędu! A tak zupełnie serio, to słowo „kariera” jest trochę górnolotne i właściwie niczego nie określa, a już na pewno tego co się u mnie dzieje ;) Ważna jest praca. Początki są najtrudniejsze: zarwane noce, papiery, w których nie można się odnaleźć, podatki, umowy, jeszcze więcej zarwanych nocy i nauka pracy z klientem – już nie czyimś, a swoim. Później zaczyna się to wszystko ogarniać, papiery przestają być taką zagadką a rozliczanie miesiąca przychodzi równie łatwo, co płacenie rachunków za telefon. Pojawiają się nowe możliwości, nowe szkolenia i ciągła nauka. Zleceń jest coraz więcej, przychodzi zrozumienie klienta, cała otoczka zaczyna się odczarowywać, zaczyna się ogarniać. I pomału idzie się do przodu. Ale jednak cały czas trzeba wykonywać coraz więcej pracy. I to zdecydowanie nie jest nic związanego z „rozpędem” czy „karierą” a raczej chodzi tu o systematyczność. Pasję, którą trzeba wykonywać cierpliwie. Czasem po kilkanaście godzin dziennie, czasem odpuścić wolny weekend, wyjście ze znajomymi. Czasem jest tak, że praca zajmuje dwa dni w tygodniu. Ale na tym etapie nie ma jak się rozpędzić, a już na pewno nie można się zatrzymać. Oczywiście to jest tylko moja perspektywa i mój system działania – ktoś się może nie zgodzić, ktoś może powiedzieć, że to bzdura. Ale każdy musi znaleźć swój sposób na pracę.

Rozdziela Pani pracę komercyjną od osobistych projektów?
Trochę tak, trochę nie. Mam teraz mniej czasu na osobiste projekty i staram się jak najwięcej wyciągnąć z komercyjnej strony, która potrafi być często zaskakująca. Zdarza się, że coś co robię dla siebie, wypływa przy jakiejś dużej realizacji dla klienta. Zupełnie przypadkiem, z boku. Czasem bardziej świadomie wykorzystuje różne sytuacje przy zleceniach. Jednak staram się raz na jakiś czas, zrobić coś zupełnie niezwiązanego z firmą, z pracą. Nawet mały projekt, który zajmie dosłownie kilka godzin. To tak trochę ładuje baterię i łatwiej się wraca do tej komercyjnej strony.

Pani prace to często też znakomite portrety. Stoi Pani przed wyzwaniem, jakim jest własna wystawa. Gdzie i kiedy będzie można ją zobaczyć? Jakiego typu prace Pani na niej pokaże?
Dziękuję, bardzo mi miło. Portrety, takie ciche i subtelne, to zdecydowanie moja ulubiona forma właśnie tych „osobistych projektów”. I pewnie kiedyś powstanie z nich jakaś wystawa, ale jeszcze nie teraz. Ostatnia także nie była związana zupełnie z człowiekiem – była to moja wystawa dyplomowa, która łączyła rysunek i architekturę. Udało mi się znaleźć na nią idealne, nastrojowe miejsce, jakim jest Pracownia Pod Baranami w Krakowie. Najbliższa będzie w podobnym klimacie i odbędzie się w grudniu, na zakończenie stypendialnego projektu „Stare/Nowe/Nasze”. Miejsce nie jest jeszcze pewne, cały czas szukam, bo jednak będzie to spora wystawa – czterdzieści osiem obrazów w formacie 70x100cm. Jak tylko się coś wyjaśni, to dam znać;)

Śledzi Pani co robią koledzy i koleżanki z branży?
Jasne! Bardzo lubię wiedzieć, co się dzieje do dokoła, jaka ostatnio sesja powstała, co tam nowego się wydało, jaka okładka zbiera oklaski, a kto zrobił coś zupełne odjechanego. Bardzo lubię słuchać opinii innych ludzi ze środowiska, czy to dotyczące moich prac czy nie, tylko po to żeby złapać inny pogląd, inną stronę. To jest też bardzo ważne z uwagi na rozwój – chcąc nie chcąc, patrząc na pracę innych inspirujemy się choćby odrobinkę. Zmieniamy pewne rzeczy, uczymy się nowości, idziemy do przodu.

Na planie sesjowym jest Pani samotnikiem czy lubi pani również pracę zespołową?
Zależy od sesji – przy rodzinnych czy ślubnych, nie związanych z reportażem – wolę mieć kogoś ze sobą. Kogoś, kto poprawi Pannie Młodej suknie, bo się krzywo ułożyła, doradzi, którym profilem stanąć, albo zwyczajnie pożartuje i porozmawia ze wszystkimi. Niestety bardzo często sama mam coś takiego, że jak już ugrzęznę za aparatem, to trochę się w nim zamykam i patrzę całym kadrem nie dostrzegając takich drobniutkich szczegółów. Dbam o światło, o kadr, o to by w idealnym momencie uchwycić emocje, uśmiech czy małe mrugnięcie okiem. Nie widzę czasem, że ktoś ma źle ułożone włosy. Czasem to zupełnie nie przeszkadza, ale czasem moi fotografowani czują się z takimi drobnostkami źle, więc lepiej je trochę kontrolować. Sytuacja zmienia się przy reportażu – to zamknięcie jest wtedy wielkim plusem, staje się tylko obserwatorem. Przy architekturze czy portretach także lubię być sama – zawsze atmosfera staje się wtedy taka spokojna i powstaje specyficzna więź między fotografem i modelem. Oczywiście pod warunkiem, że i jedno i drugie zaufa drugiej stronie – dopiero w takim przypadku można stworzyć naprawdę piękne obrazy.

Rynek fotograficzny w Polsce dość mocno się kurczy. Co raz widać kolejne sesję i zdjęć w social mediach osób, które uważają się za fotografów. Czy uważa Pani ich za swoja konkurencję? Czy ten mały polski rynek pozwala Pani na realizację?
To prawda – mamy piękne i trochę pokręcone czasy, w których „fotografem” może zostać każdy. Wystarczy telefon z aparatem i już. Ale na całe szczęście, coraz więcej osób dostrzega różnicę między „fotografem” a fotografem. Ludzie zaczynają coraz bardziej dostrzegać i cenić sztukę. Wybierają fotografów i artystów, którzy faktyczne prezentują pewien poziom i to jest bardzo dobre. Rynek polski jest mały, ale cały czas rośnie, gonimy za trenami z za granicy. Z każdym dniem powiększa się grono osób, które chce zaprosić fotografa do swojego domu by mieć pamiątkę z każdego ważnego dnia swojego życia – czy to sesje narzeczeńskie, oczywiście śluby, ciąże, sesje noworodkowe, każde urodziny, rocznice… Czasem po prostu kilka zdjęć ze zwykłego dnia spędzonego w lesie. Możliwości są ogromne, tylko trzeba się dostosować i pracować.

Czy w biznesie fotograficznym jest miejsce na artyzm? Czy w zdjęciach może Pani wyrażać siebie?
Fotografia tak jak i grafika zresztą to branże kreatywne i w większości przypadków dają świetne pole do popisu dla artystycznych zapędów i pomysłów. Na każdej sesji, nawet tej biznesowej, staram się zrobić coś, co te zdjęcia wyróżni. Pokazać coś swojego. Wiadomo, nie zawsze się da, bo jednak tworząc fotografie bezcieniowe do katalogu nie da się niczego dorzucić, ale już robiąc reportaż ślubny, fotografię reklamową czy zdjęcia wnętrz można pięknie zrealizować jakiś niecodzienny pomysł. Oczywiście wtedy jest on na drugim planie, bo jednak klient i jego wymagania powinny pozostać najważniejsze. Taka sama sytuacja jest w sesjach rodzinnych, sesjach par, dzieci – ludzie cenią właśnie ten element, którego nie ma nigdzie indziej, to coś, co każdy przemyca do swoich zdjęć – swoją wizję i inny sposób czucia.

To skoro już przy biznesie jesteśmy. W ostatnim czasie zauważyłam nowy trend w fotografii, jakim są minisesje… Lubi Pani tę formę?
O nie, to zupełnie nie ma u mnie szans! Minisesje to zazwyczaj około 5 zdjęć, typowo ustawianych w jakimś konkretnym otoczeniu i wielokrotnie powielanych. Po pierwsze bardzo nie lubię powtarzać ujęć a po drugie pięć zdjęć to u mnie nierealne ;) Sesja to około 100 – 150 zdjęć zrobionych, z czego wybieram 25 – 30 i tyle obrabiam i oddaje… Oczywiście w teorii, bo w praktyce zazwyczaj wracam z ujęciami w liczbie ponad 200 (a bo to fajny widok, a tu jednak będzie ładnie, a teraz lepsze światło, itp.) i mam ogromny problem żeby wybrać te najlepsze… Zazwyczaj kończy się na tym, że poświęcam trochę więcej pracy i oddaje kilka gratis. Wtedy i ja i moi fotografowani mamy radochę, bo fajnych ujęć nigdy za wiele ;)

Z którymi klientami najbardziej lubi Pani pracować?
Nie mam ulubionych, wszyscy są fajni i lubię ich jednakowo ;)

Sądzę, że, kariera dopiero przed Panią. Jak miałaby ona wyglądać? Ma Pani jakieś plany, marzenia?
Najbliższym planem jest maksymalne skupienie na projekcie Stare/Nowe/Nasze, bo wymaga ogromu pracy i cierpliwości. Także sezon ślubny już zapasem, więc pracy będzie naprawdę dużo – ale na tyle przyjemnej, że zmęczenie odczuwa się dopiero po zakończeniu :) A co do marzeń… chyba po prostu nadal robić to, co robię. Utrzymać zapał, iść do przodu i uczyć się nowych, lepszych rzeczy.

Serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę pani realizacji zamierzonych celów i koniecznie proszę dać Nam znać, kiedy i gdzie zorganizuje Pani wystawę.

Warto przeczytać: 

  1. Nina i Anita to wyjątkowo skuteczny duet w świecie dekoracji i florystyki
  2. Mocno i melodyjnie tak gra UTOPIA
  3. Rafał śpiewa kontratenorem w operze

 

Odsłony: 475