Czym jest rekonstrukcja historyczna opowiada Przemek

Przemek pracuje, jako ratownik medyczny na SOR-e w Klinicznym Szpitalu nr 2 w Rzeszowie. Pasjonuje się również rekonstrukcjami historycznymi i gra w filmach.

W naszej rozmowie spróbuję znaleźć przyczynę, dlaczego grupy rekonstrukcji historycznej i imprezy odtwarzające przeszłość zyskują coraz większą popularność. Skąd się bierze fenomen tego zjawiska? Dlaczego na pokazy tego typu przychodzą tłumy ludzi?

Przemku jak to się stało, że zostałeś ratownikiem medycznym? Jak radzisz sobie w tym trudnym zawodzie?
Był to totalny przypadek… Ale dzisiaj nie wyobrażam sobie pracy w innym zawodzie. Początek był trudny, szczególnie kiedy pacjent odchodzi. Każdy pacjent jest ważny, nam ratownikom nie wolno się przywiązywać. Masz rację, że zawód ratownika jest trudny, drastyczne przeżycia, śmierć pacjenta, z czasem każdy w naszym zawodzie się uodparnia albo musi zmienić zawód.

Drugą twoją miłością są rekonstrukcje historyczny. Jak znajdujesz czas, aby połączyć te dwie pasje?
Istnieje trudność w połączeniu tych dwóch pasji, które zdominowały moje życie. Wszystko to kwestia organizacji i zaplanowania. W życiu wszystko można osiągać, gorzej jak się nam po prostu nie chce.

Dlaczego zająłeś się rekonstrukcją historyczną?
W moim życiu historia pojawiła się kiedy miałem 8 lat. Wtedy znalazłem na strychu u mojej babci drewnianą, starą skrzynkę austro-węgierską z 1915 r. Do tej pory mam ją w swoich zbiorach, to najważniejszy przedmiot w mojej kolekcji. Potem oglądałem dużo filmów historycznych i czytałem dużo książek. W 2009 r. zapragnąłem poczuć to na własnej skórze, włożyć mundur, przenieść się o 100 lat. Mogę poczuć pierwiastek tego, co czuł mój pradziadek, który walczył w armii austro-węgierskiej (właściciel drewnianej skrzynki ze strychu).

Uczestnictwo w rekonstrukcjach uznajesz za powód do dumy, ale jest to jednocześnie dość elitarna forma rozrywki. Jaki jest koszt pełnego umundurowania?
Dla mnie to ogromny powód do dumy. Chociaż z drugiej strony wiem, że ludzie z zewnątrz różnie podchodzą do tematu rekonstrukcji. Wielu uważa, że to marnowanie pieniędzy i czasu. Moim zdaniem pokazywanie historii, z której powinniśmy być dumni oraz takiej, z której powinniśmy wyciągać lekcje na przyszłość, warte są czasu i każdej sumy pieniędzy. Jestem zdania, że pasji nie przelicza się na pieniądze! Koszt pełnego umundurowania jest różny, w zależności którą epokę chcesz odtwarzać.

Kim są typowi rekonstruktorzy w Polsce i co skłania ich do uprawiania tego bzika?
Myślę, że zdecydowanie większość rekonstruktorów to mężczyźni w przedziale wiekowym od 10 lat aż po 70 lat. Są to ludzie różnych profesji, pochodzenia, statutu społecznego, wyznania. Szukają oni pewnego rodzaju alternatywy na codzienne życie i problemy, które ich dotykają. Czasami zastanawiam się, czy mamy po kolei w głowie, ale przez rekonstrukcje możemy cofnąć się w czasie i wcielić się w nasze drugie ja. Przecież każdemu z nas zdarza się, wcielać w inna postać w naszych snach czy marzeniach.

Twoim zdaniem, która epoka jest najłatwiejsza, a która najtrudniejsza do pokazania w ramach rekonstrukcji historycznej?
Nie ma czegoś takiego jak łatwiejsza i trudniejsza epoka. Ktoś by pomyślał, że np. najłatwiejszy do odtworzenia jest XX wiek, czyli okres dwóch wojen światowych i dużego skoku technologicznego w produkcji broni. Przyznaję, że z tego okresu jest największy dostęp do mundurów oraz replik broni. Z drugiej strony ta część historii albo konsekwencje tamtej polityki ciągną się do czasów obecnych, ta historia wciąż trwa. Z kolei XVII czy XVIII wiek to dla rekonstruktorów duże koszty, dostęp do mundurów jest dużo cięższy, tak samo jest z bronią białą. Ale za to, jakie piękne i bogate są suknie dam dworu czy szlachcianek.

Jakie były najlepsze i najgorsze imprezy rekonstrukcyjne, w jakich miałeś okazję uczestniczyć?
Najgorszych nie chce wymieniać, bo uważam je za umarłe, a wiadomo, że o umarłych się nie mówi źle. Najlepsza rekonstrukcja, w jakiej brałem udział miała miejsce w 2015 r. w Ropczycach. Była ona doskonale skoordynowana, wszystkie grupy rekonstrukcyjne idealnie ze sobą współpracowały, publiczność była fenomenalna.

Ostatnimi laty Polacy uwielbiają odtwarzać historię, a wszelkiego rodzaju imprezy rekonstrukcyjne przyciągają tłumy. Co powinien posiadać dobry pokaz rekonstrukcyjny?
Dobra rekonstrukcja powinna mieć niezanudzającą fabułę oraz nieprzedłużające się sceny. Dynamika to podstawa dobrego pokazu, to właśnie ona najbardziej fascynuje naszą publiczność, nawet bardziej niż pirotechnika. Biegający żołnierze, ruszający się statyści, akcja, wszystko to, co się zmienia, to przekłuwa uwagę publiczności. Ciekawe są również dioramy, których można używać. 

Czym są dioramy?
Dioramy to statystyczne pokazy rekonstrukcyjne, ich tematyka może dotyczyć wszystkiego. Dioramy historyczne mogą przedstawiać znane bitwy lub oblężenia miast czy budowle znane z historii. Częstym tematem dioram historycznych jest tematyka II Wojny Światowej, żołnierze z różnych armii, samochody wojskowe, czołgi i samoloty.

Jaki jest cel organizowania rekonstrukcji historycznych? Jak myślisz, co jest głównym powodem uczestnictwa w rekonstrukcjach historycznych?
Konfucjusz mówił: „Po¬wiedz mi, a za¬pomnę. Po¬każ mi, a za¬pamiętam….”, rekonstrukcje to właśnie takie żywe lekcje historii, jeśli je pokażemy innym to je zapamiętają. Wierzę, że jest grono ludzi, którzy interesują się historią. Chciałbym wierzyć, że nasza młodzież również sięga do książek i filmów dokumentalno-fabularnych o tematyce historycznej. Nasze rekonstrukcje w pewnym sensie uczą historii.

Wiele dziesięcioleci bez konfliktu, więc zapomnieliśmy, jak krwawa i okrutna może być wojna. Czy rekonstrukcje to pewnego rodzaju zabawa dorosłych w wojnę? Czy bardziej należy to traktować jako przypomnienie o czasach, z których nie chcemy powtórki?
Myślę, że oba sformułowania są prawidłowe, chociaż zabawa to nie jest dobre określenie. Moim zdaniem to raczej odskocznia od dnia codziennego. Mało mówimy o historii, a jeśli już mówimy to nie koniecznie jest to czysta prawda. Musimy pamiętać, że historię piszą zwycięzcy, więc w zależności, kto ją opowiada, może się ona nieznacznie różnić.

Czy wojna może jawić się, jako coś atrakcyjnego? Może nas pociągać? Czy mamy wojnę we krwi?
Czy się z tym chcemy zgodzić, czy też nie, ale walka jest wpisana w naturę człowieka. Nie zawsze jest z karabinem w ręce. Wystarczy zobaczyć nasze codzienne kłótnie, konflikty z dziewczyną, znajomymi, w pracy, to są przykłady naszych małych ludzkich wojen. Konflikt zbrojny to ostateczna ostateczność, wybucha wtedy, kiedy brakuje już argumentów. Pamiętajmy też o tym, że wojna to również obrona przed czyjąś napaścią.

Wśród rekonstrukcji pojawiają się tylko takie, które są chwalebne dla naszej historii? Czy jednak pokazywana jest również historia Polski na mniej chwalebna?
Uważam, że każdy z nas w pewnym sensie jest patriotą i stara się pokazywać „dobrą” historię. Mnie historią zarazili dziadkowie, to ta drewniana skrzynka znaleziona na strychu u babci rozpoczęła lawinę, która potoczyła się tak, a nie inaczej. To był taki kamyczek, który uruchomił szereg zdarzeń. Każdy z nas ma taki kamyczek, może nim być drewniana skrzynka, stary list, film oglądnięty w kinie, pożółkła książka czy nauczyciel w szkole. Rekonstrukcje historyczne dotyczą wszystkich epok i etapów historycznych, a zdaniem rekonstruktora jest ukazanie widzom jak było, ale widz sam już musi ocenić to, co zobaczył. Po pokazach rekonstrukcyjnych, wiele osób decyduje się na sięgnięcie po książki, więc nasze rekonstrukcje można uznać za takie kamyczki, uruchamiające dalsze zdarzenia.

Grupa Rekonstrukcji Historycznych OTHALA to grupa, która odtwarza Niemców, w tym jednostki Waffen-SS. Rozumiem, że w przypadku odtwarzania walki te jednostki również muszą funkcjonować. Jednak istnieje cienka granica między odtwarzaniem historii i zainteresowaniem militariami, a identyfikowaniem się z odtwarzanymi formacjami i często nieświadomym, przejmowaniem ich sposobu postrzegania świata. Pamiętamy, czym charakteryzowała się ideologia nazistowskich Niemiec. Gdzie jest ta granica i jak rekonstruktorzy odtwarzający Niemców z okresu II wojny światowej powinni sobie z tym radzić?
Nie da się ukryć, że nasza grupa rekonstrukcyjna Othala odtwarza formację SS i Wermacht. Pamiętajmy, że Polska była prawie 6 długich lat pod pręgierzem błyskawicy i nie da się wymazać tego z karty historii. Nasza fascynacja tymi jednostkami (nie ideologią!!) rozpoczęła się tak naprawdę od broni, jakie te jednostki używały. Podobnie jest z grupami, które odtwarzają naszych wschodnich sąsiadów np. żołnierzy rosyjskich. To, że na rekonstrukcje zakładamy takie, a nie inne mundury, nie oznacza, że mamy w domu portret Lenina, Stalina, Hitlera czy Mussoliniego. Nie wolno ulegać prowokacjom, w danym momencie pokazujemy się w danych mundurach, by po rekonstrukcji je ściągnąć, schować do szafy i wrócić do rzeczywistości. Nie używamy rzymskiego pozdrowienia na co dzień, nie wiążemy się z tą ideologią w żaden sposób, my TYLKO odtwarzamy te jednostki.

Skąd się wziął pomysł na założenie takiej grupy? Jaka jest jej historia?
Należałem do Rzeszowskiej Grupy Rekonstrukcyjnej, która odtwarzała jednostki niemieckie, a potem miałem przerwę. Jednak tęsknota za rekonstrukcjami była silniejsza, pomyślałem żeby założyć taką grupę od podstaw. Razem z grupą znajomych, również pasjonatów historii od pomysłu przeszliśmy do działania. W 2012 r. rozpoczęłyśmy współpracę z Muzeum Techniki i Militariów z Rzeszowa, którym zarządza gen. Tomasz Bąk.

Wśród rekonstruktorów jest więcej kobiet czy mężczyzn? Jaka jest struktura wieku w Othali?
Struktura wieku jest u nas bardzo duża. Od osób niepełnoletnich po osoby, które mają powyżej 60 lat. Obecnie Othala liczy 13 osób, w tym działa 3 kobiety. Bardzo często (2, czy 3 razy w tygodniu) dostajemy zapytanie na naszą grupę na facebook, że ktoś chce do nas dołączyć Ale często takie osoby nie przechodzą rozmów kwalifikacyjnych, bo np. chcą czerpać tylko korzyści z przynależności do grupy rekonstrukcyjnej, chcą brać udział w rekonstrukcjach, ale gdy dowiadują się, że muszą za własne pieniądze zakupić umundurowanie i repliki broni, to rezygnują.

Jak często Othala bierze udział w rekonstrukcjach historycznych? Co było dla Was do tej pory największym wyzwaniem?
W przeciągu ostatnich 2 lat zauważyłem, iż nasza grupa bierze udział w mniejszej ilości rekonstrukcji, za to pojawiło się więcej planów filmowych. Na razie chcemy skupić na filmach. Zawsze największym wyzwaniem w grupie pasjonatów jest wzajemna motywacja, chęci do działania oraz zgranie czasu wolnego wszystkich osób, aby coś razem zrobić.

Kiedy zaczęła się Twoja / Wasza przygoda z planem filmowym? W jakich filmach można Was zobaczyć?
W 2015 r. zaczęliśmy działalność filmową, głównie były to mniejsze projekty. Jednak członkowie grupy mają na swoim koncie udział również w większych projektach, były to m.in. filmy: „Wołyń” i „Bitwa warszawska” oraz serial „Wojna i pokój”. Braliśmy udział w kręceniu kilku dokumentów np. „Otto Schimek. Wierny sumieniu”. Na 2018 r. mamy już zaplanowane 4 plany filmowe, w tym w jednym z nich będę drugim reżyserem. Uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę, że jeden z filmów będzie o mjr. Sucharskim, a drugi to dokument „Barbacki”.

Przy okazji pamiętnych dla nas wydarzeń historycznych, takich jak np. powstanie warszawskie, pojawia się cała masa różnego rodzaju gadżetów. Naklejki na samochody, plecaki, opaski odblaskowe itd. To nie jest banalizowanie historii?
Podchodzę do tego z dużym dystansem. Denerwuje mnie to, że ktoś ma założoną koszulkę z motywem patriotycznym lub symbolem, ale nie ma pojęcia, co nosi na piersi. Podczas żywych lekcji historii, w których braliśmy udział widziałem uczniów wypinających dumnie klatę w koszulce z symbolem „NSZ”, więc w trakcie lekcji pytam„kolega w koszulce na pewno będzie wiedział, o czym mówimy” i kolega nagle czerwieni się i kiwa głową, że nie wie. Nie jestem przeciwny, ale jeśli już zakładasz koszulkę z takim, a takim symbolem to przeczytaj, czym były NSZ lub kim byli Żołnierze Wyklęci, nie rób z siebie błazna nosząc koszulki z symbolami, których nie znasz i nic o nich nie wiesz. Nie paraduj dumnie w koszulce z Powstańcami Warszawskimi, zataczając się po ulicy, trzymając w jednej ręce fajkę, a w drugiej piwo!

Co jest najważniejsze w organizacji imprez rekonstrukcyjnych? Często pojawia się podczas organizacji takich imprez kwestia pieniędzy. Czy mając niewielkie fundusze można zrobić dobrą rekonstrukcję historyczną?
Najważniejsze są pieniądze, dobry pomysł, sumienność, zsynchronizowana realizacja, wspólnota, burza mózgów, „kawalkada pomysłów”. Pokaz rekonstrukcyjny można zrobić już od 5 tys. złotych, ale wiadomo im większy budżet tym większe efekty, a za 40 tys. można zrobić już fajną pirotechnikę.

Jakie cechy powinien mieć organizator dobrej imprezy rekonstrukcyjnej?
Dobry organizator powinien mieć przy sobie ludzi, którzy są godni zaufania i pomocni. Samemu ciężko jest coś zrobić, zresztą sama to dobrze wiesz. Trzeba być dobrym strategiem, trzeba planować i mieć harmonogram działania. Moim zdaniem, trzeba mieć też coś z artysty, bo fabuła rekonstrukcji musi być zrozumiała dla widza, koniecznie musi porywać i być dla niego interesująca, publiczność musi się wciągnąć w to, co widzi.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat miał miejsce dość bujny rozwój środowiska rekonstrukcyjnego. Czy Twoim zdaniem ten trend się utrzyma?
Ciężko powiedzieć, skupiamy się przede wszystkim na własnej działalności, więc nie wiem tak naprawdę, co dzieje się u innych grup, nie mam czasu śledzić dokładnie ich działalności. Tak jak wszędzie, po wielkim bum - zostanie trzon grup rekonstrukcyjnych, ci najwytrwalsi. Tutaj też jest tak, że nie liczy się ilość grup rekonstrukcyjnych, ale ich jakość i to jak potrafią wczuć się w to, co odtwarzają.

Przemku życzę Tobie i całej Othali powodzenia we wszelkich przedsięwzięciach. Mam nadzieję, że kogo jak kogo, ale Ciebie i Was żadne większe kłopoty organizacyjne lub finansowe nie dotkną.

Przeczytaj także:

  1. O służbie Bogu na chwałę i ludziom na pożytek opowiada Damian
  2. Ewelina rzuciła wszystko i wyjechała ..... do Azji
  3. Natalia i jej pasieka na lawendzie
  4. Marcelina o wyjeździe na misję do Afryki

 

Odsłony: 269